Cheeseburger Slow Food Bar

Cheeseburger Slow Food Bar

Warszawa oszalała na punkcie burgerów. My raczej nie mamy zapędów do szalenia na punkcie kawałka mięsa w bułce. Tym bardziej, że od lat jest miejsce Warszawie w którym można złapać kawał mięcha i to niesłabego

Chyba tylko Warszawa wpada z taką pasją we wszelkiego rodzaju mody, prądy i fascynacje. Ludzie u nas znienacka zmieniają stylówę, ulubione miejscówki albo jadłospis tylko dlatego, że to jest na czasie. Dzieje się tak nie od dziś, bo Tyrmand już pisał o tej warszawskiej przypadłości. Mistrz w „Złym” pisał o trenczach – płaszczach, w które w jednym roku wbiła się cała Warszawa, bez względu na sylwetkę, stan posiadania i wykonywany zawód. Podobnie jak z tyrmandowymi trenczami jest z kulinariami. W tym sezonie padło na mięcho w bułce.

Burgerowa apopleksja ogarnęła Warszawę. Ten kto je burgery jest gitem, a ten kto nie wie OCB jest frajerem i cieniasem ze wsi. Po prostu jest jak z każdą modą u Nas. Przyznam, że nowa mięsna fala mnie nie porwała, mam od lat swoją ulubioną burgerownie i to jest Jeffes. Jak miałem ochotę zjeść mielonego wołu średnio wysmażonego, to szedłem właśnie tam. To trochę co innego niż burgerownie z centrum, bo Jeffes pragnie być restauracją, ale produkt jest ten sam.

Z Asią byliśmy tu i tam, bardzo nam smakowały burgery z my’o’my. Po mięchu w Warszawie Powiśle które jest zmielonym psem z budą rozbolały nas brzuchy i z powodu rozczarowania niemal skoczyliśmy sobie do gardeł. Jedliśmy też w Solcu 44, tam jak zawsze wszytko jest super i bez zarzutu. Autorytetem w dziedzinie burgerów jest Tata Asi i to nie koniecznie z tego powodu, że jest kochającym nowości hipsterem, on po prostu lubi dobre mięcho. Mój mam-nadzieję-przyszły-teść jest delikatnie mówiąc wybredny. Zdarzyło mu się oświadczyć kelnerce w Burger Kitchen z ul. Widok że „To był najgorszy burger w jego życiu i nigdy już tu nie przyjdzie”. Za to chwalił, i nie tylko on, Burger Bar na Puławskiej. Na tym by się pewnie skończyły nasze przygody z wołowymi kanapkami, gdyby nie chłopaki z Zapiex. Ostatnio, jak chyba co tydzień zawinęliśmy tam na bułę, a na miejscu spotkaliśmy właścicieli. Tak jak Tata Asi chłopaki są specami od mięcha, byli wszędzie, jedli wszystko i polecili nam burgerownię na ul. Przeskok.

Asia miała już pełny brzuch po wizycie w Zapiexach, ale ja jakby przeczuwając co mnie czeka nie jadłem bułeczki. Niewiele myśląc poszliśmy pod polecony adres. Cheeseburger Slow Food Bar znajduje się w PRLowskim pawilonie na Przeskok, to uliczka przy której spotyka się Zgoda i Szpitalna. Lokal z zewnątrz nie urywa głowy, wygląda jak barek, który jest tam od zawsze, dla mnie to zaleta.

W środku czekało na nas dwóch miłych panów, którzy o mięsie i hamburgerach wiedzą dużo, mają też dobrą warszawską bajerę. Rozmowa wstępna przed zamówieniem to prawdziwa przyjemność. Zostałem wypytany o wszystko poza numerem buta: czy z serem, a jeśli tak, to z jakim, bo do wyboru są cztery między innymi mój ulubiony cheddar, a jaki stopień wypieczenia mięsa, a co tam panie w polityce. Chłopaki znają się na rzeczy: chcesz średnie, dostajesz średnie, a jak chcesz rare, to dostajesz niemal surowe. Zdecydowałem się na medium. Siedliśmy w miłym swojskim ogródku i po chwili przybył hamburger. Spodobał mi się od pierwszego wejrzenia, gapiłem się na niego jak w obrazek. Jak każdy szanujący się bloger najpierw zrobiłem zdjęcie, potem ugryzłem. Przechodzący mistrz grilla zapytał „jak mi wchodzi”, ja z pełną paszczą powiedziałem, że Za-je-bi-ście. To nie jest hamburger to jest THE ULTIMATE BURGER EVER MADE. Jest duży jak dwie złożone męskie dłonie. Z idealnie wysmażonym mięsem (200 g) które wygląda, smakuje i pachnie wybornie. Bułeczka pyszna, warzywka cudo, nic nie dominuje smaku mięsa. Próbowaliśmy 2 sosów barbecue i salsa, ja lubię salsę. Mięso i sosy nie są przesolone, co dla mnie jest superważne. Po posiłku w Cheeseburger Slow Food uśmiechałem się przez całą drogę do domu, co jest kolejnym dowodem na mistrzostwo szefa.

Dwa dni później zabraliśmy znajomych z Krakowa na śniadaniowe hamburgery poimprezowe. Specjalnie nie jedliśmy nic w domu żeby się pomieściły. Asia nie dała rady. Ja zjadłem swojego kanapona i to co zostawiła Asia. Próbowaliśmy 2 razy i się uzależniliśmy. Jeśli 200 g wołowiny to dla Was jednak za mało nie martwcie się, jest double, z 400 gramami mięsa. Panowie z przeskoku wspominali, że mają klienta który pochłania 800 gramowego kotlecika. Zwykły hamburger i cheeseburger kosztuje 18 zł, z frytkami 21, a double 28. W menu są też steki.

Jeśli powyższe słowa nie wystarczą to po prostu, wybierzcie się i sprawdźcie burgera z Cheeseburger Slow Food Bar.

Cheeseburger Slow Food Bar
ul. Przeskok 2, Warszawa

Ten wpis został opublikowany w kategorii Restauracje bary. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *